HW 100
Wemar

Pierwszy, bezpośredni kontakt z tym karabinkiem miałem w lipcu 2003 roku. Przy okazji Mistrzostw Niemiec w Ebern firma Weihrauch rozstawiła namiot i prezentowała swoje konstrukcje. Do tego czasu znane i dostępne były wersje 7,5 J/4,5 mm oraz 16,3J/5,5 mm. Zapowiadana wersja 16,3J/4,5 mm była ... ciągle zapowiadana. Wprawdzie w prasie fachowej i internecie można było znaleźć opisy i testy dostępnych wersji, ale jak wiadomo 16J z 4,5 mm to jest dość specyficzna wielkość i zwykła zmiana parametrów to nie wszystko. Jednak w Ebern miałem okazję obejrzeć z bliska jeden z pierwszych, jeszcze prototypowy, egzemplarz właśnie tej najbardziej oczekiwanej przez nas wersji. Dzięki uprzejmości inżynierów Weihraucha, cała nasza grupa, mogła sprawdzić osobiście także działanie karabinka. Bezpośrednie obcowanie z nim wywarło na nas olbrzymie wrażenie. Dla nas, Polaków, rynek wiatrówek pcp był w tym czasie wielką egzotyką. Dla przypomnienia, w 2003 roku niepodzielne królowały u nas "gładkolufówki", a jedyne pcp w tej "odmianie" to Webley Raider. Nic więc dziwnego, że oba egzemplarze (wystawowy i ten ze strzelnicy) przechodziły wielokrotnie z ręki do ręki, zaś samo stoisko Weihraucha było przez nas oblegane przez kilka godzin. HW100 to w końcu pierwsza konstrukcja pcp producenta słynącego do tej pory z doskonałych wiatrówek sprężynowych.
Oczywiście, taki sposób zapoznawania się z HW100 był bardzo powierzchowny. Mimo to czułem, ba, byłem przekonany, że nasze drogi muszą się ponownie skrzyżować.
Pomimo pokazania nam w lipcu 2003 roku działającego karabinka HW100 16,3J/4,5 mm, to na jego premierę musieliśmy czekać jeszcze rok. W Polsce dostępny był z pewnym dodatkowym poślizgiem.
W moje ręce karabinek ten trafił na przełomie 2004/2005. Chęć dogłębnego poznania była tak potężna, że zaraz po oddaniu kilku strzałów ... został rozkręcony na czynniki pierwsze. Oczywiście nie po to by coś naprawić, ale by zaspokoić, zakodowaną w genach, chłopięcą ciekawość wnętrza mechanizmów. Pielęgnowane przez półtora roku pożądanie zderzyło się z twardymi realiami produkcji, o czym poniżej.
Konstrukcja
Wiatrówka zasobnikowa o konstrukcji modułowej. Łoże jednoczęściowe typu "ambi", obecnie dostępna jest też wersja z jednoczęściowym łożem niesymetrycznym. Pierwsza wersja łoża wzbudza sporo kontrowersji w zakresie estetyki.
hw_1.jpg

Fakt, do pięknych nie należy, jednak rekompensuje to bardzo dużą funkcjonalnością. Szczególnie przydatne przy strzelaniach typu HFT, gdzie warunki mogą zmusić strzelca zmiany ręki strzelającej. Reszta to sprawa gustu, a to jak wiadomo, nie podlega dyskusji.
Drewno użyte na łoże jest dobrej jakości i starannie wykończone. Niestety, wszystkie spotkane do tej pory łoża są bardzo mocno bejcowane. Często maskuje to ładne usłojenie drewna i powoduje, że wiatrówka uzyskuje dość ponury wygląd stylistyki karabinu wojskowego. To jednak też kwestia gustów. Ja postanowiłem usunąć oryginalne wykończenie drewna i zrobić to od nowa ale przy użyciu zestawu olejów i wosku. Pozwoliło to na wydobycie pięknego usłojenia okolic baki.

nowe5.jpg  
System pneumatyczny składa się z lufy z zamontowanym separatoro/tłumikiem, korpusu zasadniczego z mechanizmami i regulatora. Są dwa sposoby stabilizacji parametrów powietrza napędzającego śrut podczas strzału. Pierwszy to typowy regulator z zaworem i zbiornikiem powietrza roboczego. Zawór jest ustawiany na określoną wartość ciśnienia i kiedy w zbiorniku roboczym zostanie ono osiągnięte zawór zamyka się. Drugi sposób regulacji to reduktor. Reduktor nie potrzebuje zbiornika roboczego, gdyż jego konstrukcja zapewnia stałą wartość ciśnienia opuszczającego zawór. Takie właśnie rozwiązanie zastosowano w HW100. O tym jak się to rozwiązanie sprawuje przekonamy się za chwilę przy opisywaniu własności balistycznych karabinka.
Wróćmy jednak do mechanizmów. Korpus wykonany jest ze stopów lekkich malowanych proszkowo na czarno. W korpusie mieści się dźwignia napinacza połączona z popychaczem śrutu oraz mechanizmem obrotowym magazynka. Od dołu dokręcony jest mechanizm spustowy.
hw_8.jpg

Konstrukcja mechanizmu spustowego oparta jest na konstrukcji dobrze znanego mechanizmu typu "record", który doskonale spisuje się w wiatrówkach sprężynowych.

hw_2.jpg
W odróżnieniu od konstrukcji ze "sprężynówek", elementy mechanizmu spustowego są delikatniejsze, ale nic w tym dziwnego, gdyż obciążenia w pcp są zdecydowanie mniejsze. Mechanizm spustowy posiada bezpiecznik dźwigniowy, zabezpieczający przed przypadkowym strzałem. Producent nie daje użytkownikowi zbyt dużej swobody w regulacji spustu. Możliwa jest jedynie regulacja długości I-go i II-stopnia. Siła nacisku dla poszczególnych stopni ustawiana jest na sprężynach i tu nie mamy możliwości (bezinwazyjnej) regulacji. Nie jest to jednak potrzebne, gdyż fabryczne ustawienia zadowolą nawet większość użytkowników. Wprawdzie nie uzyskamy tu takich parametrów regulacyjnych jak w wyczynowych wiatrówkach pcp, ale HW100 nie jest sprzętem projektowanym z takim założeniem.
Dźwignia napinacza pełni kluczową rolę, gdyż poprzez nią wykonujemy wszystkie czynności obsługowe (z wyjątkiem zastosowania tzw. portu jednostrzałowego). Naciągnięcie dźwigni powoduje jednocześnie ustawienie mechanizmu spustowego w pozycji roboczej z zablokowaniem zbijaka w tylnym położeniu oraz obrót magazynka. Podczas domykania dźwigni następuje napięcie sprężyny zbijaka zaworu spustowego oraz wprowadzenie śrutu do lufy i uszczelnienie jej. Takie rozwiązanie bardzo korzystnie wpływa na ergonomię obsługi i powoduje, że otwieranie jak i zamykanie dźwigni wiąże się z użyciem podobnej siły. Konstrukcja mechanizmu uniemożliwia ponowne załadowanie śrutu do lufy. Rozwiązano to w prosty sposób " działanie mechanizmu obrotowego jest dwufazowe. Pierwsza faza odbywa się podczas odciągania dźwigni napinacza. W tej fazie poprzez układ dźwigni i ślizgaczy następuje obrót zębatki napędzającej magazynek. Po obróceniu zębatki, mechanizm pozostaje w pozycji neutralnej gdyż jednym z elementów współdziałających jest dźwignia związana z mechanizmem spustowym. Do czasu zwolnienia mechanizmu spustowego ponowne obrócenie magazynka nie jest zatem możliwe.
Dokładniejsze oględziny wykazują, że dwa z elementów współpracujących przy obrocie magazynka stykają się nie płaszczyznami a ... krawędziami. Takie ułożenie części sugeruje szybkie zużywanie się krawędzi i powstanie zbędnych luzów. W pierwszej chwili byłem tym mocno zdegustowany. W zestawieniu z innymi, dopracowanymi i przemyślanymi elementami mechanizmów, ten element wyglądał jak rodem z produkcji dalekowschodnich. Z tego też względu postanowiłem baczniej obserwować te dwa elementy, by przekonać się jak szybko zostaną zauważone pierwsze efekty zużywania. Tutaj małe ale bardzo pozytywne  zaskoczenie. Po półrocznej eksploatacji i wystrzeleniu kilkunastu puszek śrutu okazuje się, że niemieccy inżynierowie przewidzieli to i zastosowali środki zaradcze. Właściwie dobrane twardości i rodzaj stopów oraz dobór długości dźwigni, powodującej zmniejszenie panującej w miejscu styku siły, spowodowały, że na elementach nie widać śladów zużycia. Powierzchnia ślizgu na obu elementach nie zdążyła jeszcze nawet nabrać tak charakterystycznego "lusterka". To dobrze rokuje na przyszłość.
Z tyłu bloku, dwoma śrubami, zamocowana jest płytka z tworzywa sztucznego. Jest to zaślepka zasłaniająca dostęp do najważniejszego, dostępnego dla użytkownika, elementu regulacyjnego. Jest nim śruba regulująca stopień napięcia sprężyny zbijaka. Od ustawienia tej śruby zależy z jaką siłą (a pośrednio jak mocno i na jak długo) zbijak otworzy główny zawór podający powietrze do lufy. Regulację przeprowadza się bardzo prosto, kluczem imbusowym. Regulacja jest płynna i dokładna, bez problemu ustawimy Vo na taką wartość jaką chcemy.

hw_7.jpg
Cała konstrukcja jest, co widać, dość przemyślana. Niestety, trochę ten pozytywny obraz psuje niezbyt dokładne obrobienie powierzchni współpracujących. Odciągając dźwignię wyraźnie odczuwa się drgania pochodzące właśnie od tego, że pracujące ślizgowo elementy nie przesuwają się po gładkich powierzchniach. Nie jest to mocno wyczuwalne i nie przeszkadza w strzelaniu. Po jakimś czasie nawet przestaje się to zauważać. Przyczyna leży prawdopodobnie z zbyt szybkiej obróbce mechanicznej, a tu zaczynają się nam kłaniać realia produkcji (plany, ekonomia ... itp.).
W tym miejscu warto zatrzymać się na niezwykle istotnym elemencie, związanym w opisanymi wyżej mechanizmami " magazynkiem. Konstruktor przewidział dla tego karabinka 14-to strzałowy magazynek kołowy o konstrukcji otwartej. Magazynek tworzy krążek ze stopów lekkich, z 14-toma gniazdami na śrut, który na miejscu jest utrzymywany poprzez schowany , w zagłębieniu krawędzi, oring opasujący magazynek po obwodzie. Na krawędzi magazynka znajduje się znacznik, który pozwala na zorientowanie się, czy nie zbliżamy się do momentu kiedy opróżnimy magazynek. Współpracuje on z odpowiednim znakiem na korpusie wiatrówki.

hw_9.jpg

 Znacznik bardzo się przydaje, gdyż 14 strzałów to sporo. Strzelcowi często wydaje się, że śrut już powinien się skończyć, a okazuje się, że zostały jeszcze 2-3 strzały. Jako wyposażenie dodatkowe można dokupić specjalny magazynek " port jednostrzałowy. Jego konstrukcja jest bardzo przemyślna i prosta jednocześnie. Wstawia się go w gniazdo magazynka i blokuje. Po każdym strzale, w momencie odciągnięcia dźwigni napinacza, magazynek otwiera się częściowo w prawą stronę umożliwiając załadowanie nowego śruta. Zamknięcie magazynka należy przeprowadzić ręcznie. Ponieważ otwieranie tego magazynka uruchamiana jest tym samym mechanizmem co normalny magazynek kołowy, to bez oddania strzału, ponowne otwarcie magazynka jednostrzałowego, także nie jest możliwe. Oznacza to, że nie można ponownie wprowadzić drugiego śrutu do lufy. Przydaje się to też do sprawdzenia, np. na zawodach, czy już nie załadowaliśmy karabinka.

Z przodu bloku, na dwie śruby, mocowana jest kostka regulatora powietrza. Jedynymi elementami ustalającymi wzajemne położenie obu elementów są śruby. Nie jest to do końca przemyślane, gdyż  nie zapewnia idealnej osiowości zbijaka i popychacza z odpowiednimi otworami w bloku regulatora. Blok regulatora jest także miejscem mocowania lufy. Wprawdzie zbijak ma spory zapas na taką nieosiowość, ale w przypadku popychacza śrutu taka nieosiowość grozi przyspieszonym wyrobieniem oringu uszczelniającego popychacz w lufie. Na szczęście wymiana tego oringu nie nastręcza dużych trudności.
Sam regulator powietrza stanowi zamkniętą konstrukcję, połączoną z głównym zaworem dozującym. Ingerowanie w tę konstrukcję nie jest celowe, zgodnie z zasadą " jak działa dobrze, to nie ruszaj.
Jak wspomniałem, w górnej części bloku regulatora zamocowana jest lufa. Jej sposób mocowania jest banalnie prosty i... trochę nie przystaje do reszty rozwiązań konstrukcyjnych tej wiatrówki. Taki sposób mocowania lufy, jaki zastosowano w HW 100, może też być przyczyną utraty celności karabinka. W czym rzecz? Otóż lufa jest osadzona w bloku w specjalnie wykonanym otworze. Końcówka lufy posiada odpowiedniego kształtu przetoczenie.


hw_6.jpg

Po włożeniu lufy do korpusu, w to przetoczenie wchodzi śruba, która unieruchamia lufę w korpusie. Śruba ta jest dostępna pod lufą, po odkręceniu zasobnika.

hw_5.jpg
W czym problem? Otóż śruba jest tylko jedna, a gniazdo, w które wchodzi lufa wykonane jest z pewnym luzem. Śruba jak to śruba, potrafi się poluzować, tym bardziej, że to zwykły wkręt "robaczkowy", bez możliwości mechanicznego unieruchomienia. Można wkręt zainstalować używając specjalnych preparatów do unieruchamiania połączeń gwintowych, lecz nie jest to rozwiązanie idealne. Na szczęście, ewentualną usterkę można łatwo zdiagnozować i usunąć zanim jej skutki staną się odczuwalne na tarczy. W tym celu należy mocno uchwycić lufę za separator, jeśli daje się obrócić to oznacza, że wkręt zbyt słabo dociska lufę do korpusu. Użycie odpowiedniego klucza imbusowego, w kilka chwil załatwia problem. Dokręcenie wkrętu z odpowiednią siłą powoduje, że następuje jego zaklinowanie w przefrezowaniu lufy i ta sama usterka nie tak prędko się ponownie objawi.
Zapas powietrza zgromadzony jest stalowym oksydowanym kartuszu o pojemności 0,175 ccm. Kartusz waży 0.83 kilograma, ma atest na ciśnienie robocze 200 bar i jest to zarazem maksymalne ciśnienie powietrza, jakie przewidział producent do zasilania karabinka. Zasobnik do karabinka jest dokręcany. Gwint ma rozmiar 20x1.

hw_3.jpg
Zważywszy na masę zasobnika, gwint jest dość delikatny i może ulec uszkodzeniu przy braku ostrożności przy jego montowaniu. Ryzyko uszkodzenia jest szczególnie duże gdy zasobnik wkładamy do trzymanego pionowo karabinka.
Zastosowanie odłączanego zasobnika ma tę cechę, że w przypadku przeładowania zasobnika ponad zalecane przez producenta ciśnienie, w odróżnieniu od wiatrówek z integralnym zasobnikiem, nadmiar powietrza można łatwo spuścić i nie ma obawy o uszkodzenie regulatora czy uszczelnień. Stosowna nakrętka, do opróżniania zasobnika z powietrza, znajduje się w wyposażeniu fabrycznym.


hw_4.jpg

Zasobnik jest wyposażony w integralny manometr. Dzięki temu mamy łatwo dostępną informację o ilości pozostałego w zasobniku powietrza. Zamontowanie manometru w zasobniku pozwoliło bardzo uprościć budowę adaptera służącego do połączenia zasobnika z butlą nurkową.
Ostatnim elementem jest separator. Tak to się przynajmniej  oficjalnie nazywa. Zgodnie z niemieckim prawodawstwem używanie tłumików w Niemczech jest zabronione. Tymczasem zamontowany na końcu lufy ... przedmiot, bardziej przypomina swoją budową tłumik objętościowy niż separator. Separator powinien mieć pierwszą przegrodę dość blisko wylotu lufy, a otwór powinien być niewiele większy niż kaliber. Powinien tez swobodnie odprowadzić całe "zabrane" powietrze. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z czymś co raczej należy nazwać dwukomorowym tłumikiem objętościowym, z niewielką komorą wstępną i dużą komorą właściwą. Przegroda pomiędzy komorami jest stała, płaska i ustawiona prostopadle do osi lufy. Zdjęcie tej nasadki z lufy daje wyraźny wzrost hałasu przy wystrzale. Z założoną nasadką poziom huku wystrzału nie jest uciążliwy. Nasadka jest dopasowana do średnicy lufy, zakładana jest suwliwie a jej unieruchomienie odbywa się przez dokręcenie wkrętu. Nasadka bardzo wydatnie poprawia też wygląd całego karabinka.

Tyle o konstrukcji. Teraz czas ma wrażenia użytkowe.

Korpus karabinka ma dostatecznie dużą długość, by bez problemu posadowić każdą lunetę. Karabinek nie jest wyposażony w mechaniczne przyrządy celownicze. Nie jest też możliwe ich zainstalowanie, gdyż brak jest miejsca, czy raczej możliwości, na montaż muszki. Nie jest to jakaś specjalna niedogodność, gdyż, jak na każdy karabinek pcp, dobór lunetki nie nastręcza problemów. Po załadowaniu zasobnika powietrzem i obsadzeniu lunetki, karabinek jest gotów do użycia. Jedyne co trzeba zrobić to załadować śrutem magazynek i strzelać. Tutaj niespodzianka. Oddanie strzału i przeładowanie to bardzo proste czynności i po kilku strzałach już pozostaje nam w palcach odpowiedni nawyk. Fakt przeładowania karabinka jednym ruchem wykonywanym w jednej płaszczyźnie, powoduje, że wykonanie tej czynności przestaje nas w jakimkolwiek stopniu absorbować i nawet nie musimy przerywać spoglądania przez lunetę. Możemy oddawać się przyjemności strzelania bez rozpraszania się czynnościami obsługowymi.

Przyjemność strzelania wiąże się jednak ściśle ze skutecznością czyli mówiąc prosto - z celnością. Pierwsze strzelania raczej mnie rozczarowały. Spodziewałem się lepszych osiągów. Przeprowadzone na hali testy wykazywały dobrą celność do odległości 40 metrów, gdzie skupienie mieściło się w 1,5 cm okręgu. Jednak tyle, na tym dystansie, potrafi też sprężynowe HW97k. Na dystansie 45 metrów było to już w okolicy 2,5 cm, by na 50-tym metrze robić ok. 4 cm kółeczka.  Po karabinku pcp spodziewałem się czegoś więcej. Przypomniałem sobie testy zamieszczone w angielskich magazynach "wiatrowych". Wszystkie testy celności kończyły się na dystansie 45 jardów. Karabinek był reklamowany jako idealny dla pest-controlerów (czyli pogromcy szkodników) i w kalibrze 5,5 mm, z zachowaniem limitu energii wylotowej, taki dystans wydawał się być "maksymalnie" rozsądny. Teraz jednak zacząłem się zastanawiać czy to aby nie był zabieg celowy, by nie prezentować testów na dalszych dystansach. Przecież nawet niezależna prasa jest jednak zależna także od reklamodawców ;-).
Mimo wszystko postanowiłem poszukać przyczyny tej kiepskiej celności. Pierwsze co znalazłem to właśnie luz w mocowaniu lufy. Nastąpiła poprawa. Potem przyszedł czas na strzelanie z i bez separatora. Bez widocznych zmian na tarczy.
Następnie karabinek został sprawdzony pod kątem stabilności Vo. Tutaj zaskoczenie, pozytywne. Przypuszczałem bowiem, że problem braku celności jest związany z brakiem stabilności Vo. Przeprowadzone jednak testy nie wykazały tego. Wręcz przeciwnie. Okazało się, że reduktor ciśnienie działa bardzo dobrze. Zasobnik został załadowany do standardowego ciśnienia 200 bar zgodnie ze wskazaniami, wbudowanego w zasobnik, manometru. Pierwsze strzały wykazały prędkość Vo=238 m/s, by po ośmiu strzałach wzrosnąć do 240 m/s. W miarę oddawania kolejnych strzałów prędkość ta nieznacznie wzrastała by po około 40 strzałach osiągnąć wartość maksymalną 242 m/s. Ta wartość prędkości utrzymywała się też przez dłuższy czas by potem zacząć powoli spadać. Na początku 9-go magazynka (ponad 115 strzałów) Vo osiągnęła wartość początkową czyli 238 m/s. W tym momencie uznałem, że pora zakończyć test " wskazówka na wbudowanym manometrze właśnie osiągnęła drugi koniec zielonego zakresu.
Pomimo brania śrutu prosto z puszki "jak leci", bez sprawdzania jakości śrutu, to maksymalne odchyłki Vo pomiędzy kolejnymi strzałami nie przekroczyły 3 m/s. To dobry wynik.
Zatem nie to było przyczyną kiepskiej celności. Pozostało szukać dalej. Następnym krokiem było sprawdzenie wyglądu wystrzelonych śrutów. Może były deformowane w procesie ładowania? Dokładne oględziny także i tu nic nie wykazały. Z bardzo prozaicznej przyczyny " braku czasu " prace zostały wstrzymane. Do 45 metra karabinek strzelał przyzwoicie a kolega, któremu go pożyczyłem na zawody HFT w Morsku, wystrzelał nim wynik, dający miejsce zaraz za podium. W połączeniu z wyśmienitą ergonomią był to więc idealny karabinek do HFT i rekreacji, a mając już właściwszy karabinek do FT, dalsze dociekanie co ma wpływ na celność w HW100 nie stanowiło jakiegoś priorytetu, poza czynnikiem poznawczym.
Do tematu wróciłem po dłuższym czasie i przy całkiem innej okazji. Na ten dzień zaplanowałem sprawdzenie i dobranie śrutów do innego mojego karabinka " Ripley'a. HW 100 zabrałem by, przy okazji pobytu na hali, przystrzelać nową lunetę. Wprawdzie do HW100 przeprowadziłem już wcześniej proces dobierania śrutu, ale tym razem miałem więcej różnych odmian i kalibrów. Dlatego po ustawieniu celownika, załadowałem do magazynków po 10 śrucin z każdego pudełka i strzeliłem. Potem jeszcze raz i jeszcze raz, by zniwelować ew. błędy przypadkowości. Okazało się, że dobierając śrut do HW 100 zrobiłem to mało starannie lub raczej dociekliwie. Dotychczas strzelałem ze śrutu JSB Exact 4,52 mm, który wydawał się być najlepszy. Jednak wystrzelenie serii Exacta 4,53 okazało, że to jest właściwszy śrut dla mojego HW. Na 50 metrach, raz za razem powstawała przestrzelina 20x15 mm, czyli taka jakiej się wcześniej spodziewałem po tym karabinku. To spowodowało, że zupełnie inaczej zacząłem podchodzić do tego karabinka.
Już wcześniej od sprzedania go, choć potencjalny kupiec cały czas czekał na decyzję, powstrzymywało mnie jedynie to, że nie postrzelałem sobie z niego dostatecznie dużo i byłoby mi trochę żal rozstawać się na tym etapie "znajomości".
Potem miałem okazję wziąć z nim udział w nocnych zawodach HFT, po których poza smakiem zwycięstwa, pozostało bardzo przyjemne wrażenie niezwykłej przyjemności obcowania z tym karabinkiem. To przesądziło - karabinek zostaje ze mną i mam wrażenie, że ta znajomość będzie trwała długo.
Podsumowanie.
Konstrukcja zwarta i nowoczesna, choć można zauważyć obok siebie rozwiązania genialne i takie sobie, tak jakby nad całością pracowało niezależnie dwóch konstruktorów o odmiennej filozofii "mechanicznej". Jest to jednak bez wątpienia lekki i składny karabinek zasobnikowy o dobrych parametrach balistycznych i wyśmienitej ergonomii. Pomimo dość sporego "przebiegu" nie zaobserwowałem zacięć czy utraty płynności działania mechanizmów. Nie stwierdzono też pojawienia się luzów na elementach współpracujących.
Użycie 14-to strzałowych magazynków przy bardzo prostej obsłudze, powoduje, że jest to karabinek do masowego "utylizowania" śrutu, co czyni się z wyjątkową przyjemnością. Po dobraniu właściwego kalibru śrutu, uzyskiwanie dobrych wyników pozostaje już jedynie po stronie umiejętności strzeleckich użytkownika.


Parametry techniczne:
Waga całości: 3750 g
Waga łoża (samo drewno): 1300 g
Waga systemu pneumatycznego: 1600g
Waga zasobnika: 850 g
Kaliber: 4,5 mm
Energia początkowa śrutu: ok. 16J
Zasilanie: magazynek kołowy, 14-to strzałowy lub port (magazynek) jednostrzałowy.
Liczba strzałów z jednego załadowania zasobnika " ok. 110.

Przydatność:
Rekreacja: 5/5
Strzelanie FT: 4/5
Strzelanie HFT: 5/5

Tekst i zdjęcia - Wemar
Dziękujemy za udostępnienie materiałów!
do góry

[ zobacz księgę | dopisz do księgi ] Ostatnie uaktualnienie: 21.09.2012 printer2.gif, 1 kB
Drukuj tę stronę
aktualnie stronę przegląda 1 osób.

Wszystkie materiały opublikowane na tej witrynie są objęte prawem autorskim i zostały zamieszczone za zgodą ich autorów. Kopiowanie i publikowanie materiałów bez zgody ich autorów jest wzbronione.
Strona optymalizowana dla przeglądarki Firefox najlepiej wygląda w rozdzielczości 1280x1024