Śladami ukraińskiego strzelectwa
Radosław Opuchlik

Kołomyja dn. 25 marca 2008 roku, godziny wieczorne, widać jeszcze słońce, które dość ładnie świeci i ociepla ponury nastrój tego miasta.

Przechadzając się ulicami Kołomyi, począwszy od ul. Siczowych strilciw, mijając Płoszczy heroi w stronę rynku, naprzeciw Muzeum Pisanki, mój wzrok przykuł interesujący szyld i napis na nim. Był on ukryty za drzewami skwerku, na samiutkim jego końcu i tak jeszcze trochę w rogu. Odczytując ów szyld, postanowiłem zajrzeć. Niestety było zamknięte. Nie poddając się, postanowiłem przyjść dnia następującego po poprzednim- czyli dniem dzisiejszym lub jak kto woli-po prostu jutro.

Dzień następny przywitał mnie śnieżycą, cóż taki mamy klimat jaki sami żeśmy sobie sprawili. Postanowiłem jednak nie wyściubiać nosa z domu, zważywszy na to, iż mój prawy węzeł chłonny, dawał znać o sobie już po przebudzeniu.
Wyglądając tak przez okno i obserwując ludzi, którzy spieszą do pracy, do szkoły i kto wie gdzie jeszcze, postanowiłem zasiąść jak co dzień do komputera i posurfować po sieci. Tak siedząc bezproduktywnie przy komputerze, nawet nie zauważyłem, iż ów śnieżyca już dawno się skończyła, a za oknem ani grama śniegu i znów słonko pięknie świeci. Nie namyślając się długo ubrałem się i wyszedłem na zewnątrz w kierunku miejsca, które wczoraj mnie tak zaciekawiło. Cóż, nie dziwota, wytrawny strzelec nie odpuści sobie i nie pominie tak pięknego miejsca, jakim jest strzelnica, która notabene była dziś otwarta. Po wejściu do środka, znów się zakochałem w Ukrainie i w tym klimacie, który tu panuje. Z głośnika jednego, umiejscowionego na zewnątrz, wydobywał się dźwięk, który jest tutaj dość popularny. Ów dźwięk to muzyka, a dokładniej jakieś Disco-Ukraino. Podszedłem do okienka, gdzie po drugiej jego stronie siedział, starszy miły pan, który notabene pokazał mi cennik zanim w ogóle zdążyłem cokolwiek powiedzieć, pomijając oczywiście "Dobry den". Cennik mówił iż jeden strzał kosztuje 25 kopiejek co jest równowarte około 12,5 grosza. Nie namyślając się długo, sięgnąwszy po portfel dałem, miłemu staruszkowi 5 hrywien, a on podał mi w zakrętce (po Neste Tea prawdopodobnie), 20 sztuk śrutu. Po zapoznaniu się z regulaminem, który dumnie wisiał nad, nazwijmy to: "okienkiem dziadka", przystąpiłem do strzelania. Pierwej oczywiście, pooglądałem wszystko i napawałem się widokiem, jakże dla mnie cudnym, zwłaszcza po długiej strzeleckiej abstynencji. Zapytałem miłego, starszego pana czy mogę porobić zdjęcia. Wystraszyłem się bo ten od razu wyskoczył ze swojego okienka i myślałem, że mu się ten pomysł nie podoba i chce mnie wyrzucić (nie wiadomo co ludzie mają w głowie, jak to się mówi- różni ludzie- różne potrzeby), ale ku mojemu zaskoczeniu starszy miły pan pokazał mi gdzie mam stanąć. Kazał mi stanąć na tle "obrazu", który notabene przedstawia, jakiegoś "łosia" na rykowisku.

 Zastanawiałem się co mnie czeka po wzięciu, wiatrówki do ręki, chinka?, proca? Nie! Przed mymi oczami, w zasięgu mych rąk, leżało 6 pięknych, zadbanych, nasmarowanych, choć bardzo starych, przykutych łańcuchem do lady, jeżyków. Mówiąc zadbanych mam na myśli mechanikę, która chodziła pięknie.
Widać, iż ów jeżyki mają swoje lata, choćby po rdzy na nich i dumnym napisie, na plastikowej kolbie- CCCP. Zdziwiło mnie to, gdyż Ukraińcy, zwłaszcza w tej części ich kraju, bardzo z Rosjanami się nie lubią, powiedziałbym wręcz nienawidzą. Można nawet spotkać koszulki z dumnie brzmiącym napisem "Djakuju Tobi Boże, że ja ne Moskal". To skłoniło mnie do refleksji i stwierdziłem (sadząc po wieku starszego miłego pana), że ta strzelnica stoi tu od czasów związku radzieckiego. Śrut był, ekhem... na pewno pamięta Stalina...Wyglądał jak zminiaturyzowana wersja naparstka dla Calineczki. Strasznie brudził, był bardzo tłusty i nieprzyjemny. Uciekał przez to z ręki i naprawdę trzeba było małpiej zręczności, by ów śrut nie wylądował na ziemi. Strzelnica miała ok. 10m, mimo to rozrzut śrutu był nawet do 10 centymetrów..
Drugą sprawą były cele. Były nimi... w sumie było to wszystko co postawić tam było można. Cele nie-reaktywne, które na pewno zafascynowały by Pana Janusza, butelki po różnych napojach chłodzących (z tworzyw sztucznych oczywiście), gumowe zabawki (dla dzieci! nie dla dorosłych!), a nawet zapałki. Podziękowałem starszemu panu, odłożyłem jeżyka, spakowałem graty i poszedłem do domu.

do góry

[ zobacz księgę | dopisz do księgi ] Ostatnie uaktualnienie: 14.09.2016 printer2.gif, 1 kB
Drukuj tę stronę
aktualnie stronę przegląda Warning: fopen(howmanylog1.txt): failed to open stream: Permission denied in /volume1/web/airguns/howmany.php on line 37 Warning: fputs() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /volume1/web/airguns/howmany.php on line 38 Warning: fclose() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /volume1/web/airguns/howmany.php on line 39 1 Warning: fopen(howmanylog1.txt): failed to open stream: Permission denied in /volume1/web/airguns/howmany.php on line 79 Warning: fputs() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /volume1/web/airguns/howmany.php on line 80 Warning: fclose() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /volume1/web/airguns/howmany.php on line 81 osób.

Wszystkie materiały opublikowane na tej witrynie są objęte prawem autorskim i zostały zamieszczone za zgodą ich autorów. Kopiowanie i publikowanie materiałów bez zgody ich autorów jest wzbronione.
Strona optymalizowana dla przeglądarki Firefox najlepiej wygląda w rozdzielczości 1280x1024