Zabawki dla dużych dzieci
koliberek

Podobno mężczyźni nigdy nie dorastają. Moja żona zawsze twierdzi, że ma trójkę dzieci: dwóch synów i męża... A każde dziecko ma swoją ulubioną zabawkę.

Trzeba przyznać, że męskie "zabawki" bywają kosztowne - samochody, komórki, komputery, wreszcie, jak w naszym przypadku, wiatrówki. Choć i płeć piękna potrafi przepuścić niezłą ilość ciężko zarobionych pieniędzy na fatałaszki. Obie strony wykazują jednak równe niezrozumienie dla swoich upodobań - kiedy mam iść do sklepu po ciuchy ja biorę to, w czym mi jest mniej więcej wygodnie, pakuję do koszyka i wychodzę. Po godzinie dołącza moja żona, która... nic nie znalazła dla siebie. Kiedy przechodzimy obok witryny, na której wyłożone są noże ja zatrzymuję się i studiuję kształt ostrzy, wykończenie, okładziny, zaś małżonka szarpie mnie za połę: "no, chodź, ile można oglądać kawałki metalu".

To nasze, dumnie określane jako męskie, zainteresowanie wszelkiego rodzaju niebezpiecznymi przedmiotami zapewne ma swój początek gdzieś w dzieciństwie. Starsze pokolenie, do którego zaczynam się już zaliczać, wychowywało się na "Czterech pancernych i psie" w piaskownicy walczyło z "Niemcami". Jeszcze pamiętam jak budowałem czołg z krzeseł, koca i deski do prasowania. Oczywiście byłem dowódcą... Ech... Podwórkowe potyczki, kiedy za pistolety i karabiny robiły kije, a efekty dźwiękowe - tratatata!.. pif-paf!.. Zabity! - rozlegały się pomiędzy blokami... Mali chłopcy wciąż bawią się pistoletami mimo coraz powszechniejszej cenzury tego rodzaju zabawek. Trudno się dziwić, że wraca się z rozrzewnieniem do czasów dzieciństwa, a możliwość postrzelania z czegoś, co ma prawdziwą kolbę, lufę i strzela prawdziwymi pociskami przywodzi na myśl wspomnienia i działa na duszę jak balsam.

Z drugiej strony jest coś w męskiej naturze, co każe podziwiać broń jako taką. Wielu mężczyzn, którzy deklarują się jako pacyfiści jednak z nabożeństwem bierze do ręki karabinek czy pistolet. Może to tradycja, może coś, co tkwi w genach - wszak mężczyzna z dawien dawna zajmował się walką. Nie dziwi więc duże zainteresowanie sportami strzeleckimi wśród brzydszej części społeczeństwa.

Oddzielną kategorią "zabawek" są drobne przedmioty, które, pozornie przydatne, w rzeczywistości służą głównie podnoszeniu naszego dobrego samopoczucia. Noże, latarki, multi-toole itp. stanowią atrybut "prawdziwego faceta". Prawdą jest, że do przecięcia sznurka czy zastrugania patyka wystarczy nóż za 10 zł, kupiony w supermarkecie. Dlaczego więc wielu z nas nosi w kieszeni foldery z utwardzanej stali, kosztujące po kilkadziesiąt, a nawet po kilkaset złotych? Bo są lepsze? Bo dłużej posłużą? Hmmm... pewnie coś w tym jest, ale zapewne w znacznie większym stopniu niż walory użytkowe gra tu rolę świadomość posiadania prawdziwego, markowego sprzętu. Sam mam zwykle przy sobie 2-4 noży. Kiedy to ujawniam natychmiast pojawia się pytanie: po co? Odpowiadam zawsze tak samo: bo lubię. Mógłbym to uzasadniać, że jeden jest bardziej roboczy, drugi do delikatniejszych prac ale tak naprawdę nie ma to znaczenia. One po prostu podnoszą moją wartość w moich własnych oczach.

W tytule napisałem "zabawki" i będę się tego trzymać. Karabinki, które strzelają na odległość 50 m są tylko zabawką. Noże, których głównym zadaniem jest ładnie wyglądać i golić włosy na przedramieniu również. Nie wspomnę o latarkach, które im mniejsze i im droższych wymagają baterii tym lepsze. To wszystko to jeszcze jeden dowód na to, że mężczyźni są dużymi dziećmi.

Czy to źle? Rozmawiałem kiedyś z redaktorką jakiegoś tygodnika. Powiedziała mi: "Prowadzę bardzo intensywne życie - praca zajmuje bardzo dużo czasu. Ale kiedy przychodzę do domu odkładam to wszystko na bok i mam dla siebie godzinę albo dwie na czytanie książki, którą lubię albo obejrzenie ciekawego filmu. Inaczej bym zwariowała". Coś w tym jest. W tej szalonej epoce, kiedy czas jest najbardziej deficytowym towarem, zwykle bardziej deficytowym niż pieniądze, trzeba znaleźć sobie jakąś niszę, w której można się schować i odpocząć od codziennej gonitwy. Myślę, że nasze zabawki dają nam taką odskocznię. Kiedy potrzeba naprawdę porządnego relaksu wizyta na strzelnicy i spotkanie z "przyjaciółmi po lufie" daje możliwość oderwania się od kłopotów codzienności. Kiedy przytłacza nas szara rzeczywistość fakt, że jesteśmy właścicielami noża Gerbera, ColdSteela czy Spyderco przywraca nam dumę bycia kimś, a nie jedynie trybikiem w zwariowanym zegarze. Nasze zabawki, krótko mówiąc, dają nam tę dziecięcą radość bycia i zabawy w zbyt dorosłym świecie, który zapomniał, że poza interesami istnieje coś jeszcze. Miejmy więc odwagę wciąż być dziećmi.

do góry

[ zobacz księgę | dopisz do księgi ] Ostatnie uaktualnienie: 10.02.2019 printer2.gif, 1 kB
Drukuj tę stronę
aktualnie stronę przegląda 1 osób.

Wszystkie materiały opublikowane na tej witrynie są objęte prawem autorskim i zostały zamieszczone za zgodą ich autorów. Kopiowanie i publikowanie materiałów bez zgody ich autorów jest wzbronione.
Strona optymalizowana dla przeglądarki Firefox najlepiej wygląda w rozdzielczości 1280x1024